Bum bidi bum, czekit szkoło spieralaj. Weekend cieszy jak nabijanie fragów w CoD i to już zaczynając od piątku. Ładnie ogarnęliśmy temat z Belzem a i tak chuj strzelił urwanie filmu (a byłby szał), aż chciało się komuś przypomnieć, że morda nie Balsam i (prawdopodobnie) wróci do poprzedniej postaci, bleh. Skończyć z przypałami ludzie, to nie jest tekst o mnie, ja jestem pokojowy. Wracając trochę do tyłu to zawitał na dzielni Pan Yappe co daje lepszy rap od Pana Yapy ale nie umie sterować pociągami. Opanowaliśmy halę zaliczając kilka szotów w samo okno. Klimat poprawiały lesbijskie wyczyny grubych lesbijek ubranych w futra z kożuchem. Świeżość nastała, ktoś ma kożuch, a ktoś mleko pod nosem i siedzi najebany waląc samokrytykę i podniecając się Eisem (Wruć z MaGiKieM, Pliiiii$).
Wczoraj spotkała się stara ekipa. Chłopaki mają tak gorące tematy że dywan staje w ogniu jak mączniaki w lufie, a ty odbierz to jak chcesz. Świeżość do śmierci i tak ma zostać.
A dziś? jest bliżej jutra, czyli dziś jest prawie wczoraj patrząc z innej perspektywy. A skoro jest wczoraj to nie dam sobie spokój z pisaniem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
kurwa bylo grubo nie powiem...co prawda trzymalem fason ale kiedy napadl mnie drapieznik zwany bee-rurukolab-gul gul (co z staro otmęckiego oznacza: ten ktory kroczy po kuchni Ewalda wpierdalajac schaboszczaka, spija sekretny napoj bogow )
OdpowiedzUsuń na zawsze...bez kitu nie mialem szans nawet headshot z kapelusza nic nie pomogl:P wiec postanowilem zrobic tak jak radzili nasi przodkowie :polozylem sie na plecach zalozylem rece za kark i udawalem martwego...zawsze pomaga...besita odpuscila:P
Bylo bardzo dobrze...pierwszy dzien mega, drugi tez, ale juz mniej sily we mnie na takie maratony...wkurza mnie pare rzeczy, chocby te gorace tematy i oczy zmeczone gorzej niz moje...
OdpowiedzUsuń na zawsze